Pisanie poezji jest dla mnie spotkaniem z samą sobą, a wręcz rodzajem autoterapii. Najlepsze, co można zrobić z ciężarem swoich emocji (a czasem ich lekkością) to zmaterializować je we własnej twórczości. Nie ma żadnych zasad, tylko nasze myśli i dowolna forma. Akt twórczy to spotkanie z własnym wnętrznem - nie raz zdarzyło mi się bardziej zrozumieć, co skąd się bierze, dlaczego czuję się tak, a nie inaczej. Oczywiście często pozostaje to tajemnicą, czy też innymi słowy nieodłącznym urokiem bycia złożoną istotą. Po burzy całego duchowego zła przychodzi spokój i ukojenie za sprawą długopisu, kartki papieru i impulsu, aby spróbować. W momentach, gdy dobra i szczęścia dzieje się tak dużo, również warto uchwycić i "złapać" to dość ulotne w swoim zwyczaju zjawisko...
Czy można połączyć klarowność przekazu ze swobodą bogatej interpretacji? Niektórzy Twórcy mogą się pokusić o używanie języka, który w rzeczywistości zrozumieją tylko nieliczni wybrańcy pojmujący tajemnice autorskiego kontekstu. Istnieją dwa przeciwne obozy. Pierwszy - zauważa intertekstualność, metafory, symbole, alegorie... nawet tam, gdzie być może tak naprawdę one nie sięgają. Drugi - nie dowierza naiwności tych, którzy dzielą włos na czworo i z ubogich treści czynią dzieła lub chociażby bardziej wartościowe utwory. "Każdy mógłby coś takiego stworzyć". "To oczywiste prawdy, nie wiem skąd ten cały szum". Ale niech szczęśliwi będą Ci, którym dane jest pomyśleć jeden most dalej, nawet jeśli za daleko.

Komentarze
Prześlij komentarz